[LINK]
Inukashi był zmęczony. Było już grubo po północy, a mały
Shionn nie pozwalał mu zasnąć choćby na chwilę przez ciągłe pobudki.
,,Że
też mu się koszmary teraz śnią, akurat wtedy, kiedy trzeba się wyspać.”
,,I ty
jeszcze się mu dziwisz?”
,,Niespecjalnie.
Nastały znowu złe czasy…”
Psy
leżały wokół Inukashi, ogrzewając go lepiej niż koc, a jeden z nich uspokajał
Shionna, liżąc go po twarzy.
Nagle
usłyszał pukanie w okno. Zmarszczył brwi, jednak nie wstał. Co on jest,
przytułek dla bezdomnych?!
Jednak
psy nie warczały. Patrzyły na okno, jakby widziały kogoś znajomego. Bardzo
znajomego…
Inukashi
ruszył się bardzo niechętnie i podszedł do nieszczęsnego okna. Ku jego
zdumieniu, po drugiej stronie zobaczył Shiona. Szybko otworzył okno i wpuścił
chłopaka, lustrując go od góry do dołu, po czym stwierdził:
- Wyglądasz
tak, jakbyś właśnie wyszedł z grobu.
- Nie
zaprzeczę – odparł i usiadł pod oknem, ciężko dysząc.
Shion
nie wyglądał najlepiej.
Podarte,
brudne ubrania, włosy sięgające teraz ramion, gdzieniegdzie sklejone krwią,
mnóstwo siniaków, sporo ran. Jedna z nich była postrzałowa. Na szczęście
przepiła go na wylot, a nie zatrzymała się na kości.
Jakby
tego było mało, Shion mocno zeszczuplał.
Psy
podeszły do Shiona i zaczęły lizać go po twarzy, jednak chłopak był zbyt
zmęczony, żeby je choćby pogłaskać, uśmiechnął się więc tylko blado.
Inukashi
widząc, że Shion musiał być strasznie głodny i spragniony, przyniósł mu zupę z
kawałkiem mięsa. Shion spojrzał na przyjaciela wdzięcznie i zabrał się do
jedzenia.
- Jak
skończysz to mi opowiesz, jak zwiałeś od tego starego pryka, może kiedyś mi się
to przyda.
- Nie
ma sprawy. Ale uwierz mi, ucieczka taka łatwa to to nie jest, mnie zajęła ponad
trzy miesiące.
- Ciekawe,
w ile ten przeklęty szczur by zwiał.
Shion
uśmiechnął się drwiąco.
- Obrażanie
strażników za wiele by mu nie pomogło, to na pewno. Próba ,,przekonania” ich
też nie. Są kompetentni. – odłożył miskę, dziękując Inukashi’emu za posiłek.
- Więc
jak zwiałeś? Skoro, jak to ująłeś, są kompetentni?
- Za
pomocą słów doprowadzałem ich powoli do szaleństwa.

Komm próbny. Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.Komm próbny.
OdpowiedzUsuń